Jedziemy w góry małe. Czyli wąwozowe nawisy i przewieszki. Szczebrzeszyn ma te rzeczy. Dużo lessu, wąwozów w bród. Będziemy tropić rzeki lodu, sarnie tropy i miodunki. W międzyczasie czarkę się sfoci i przylaszczkę. Zagrzejemy ręce w mszanych rękawiczkach i posiedzimy na pniakach.
Wąwozy to taki świat w pigułce. Jest i rzeka i dolina. Równina, nizina, wyżyna. Morza kałuż i wydmy nadmorskie wypłukanego piachu. No i są góry. Arterie główne i zaułki mroczne. W skrzypie jak w bambusowym lesie, w olszynach niczym wśród latarni. A potem znów drapacze chmur nad głową - lessowe skarpy. Tu zima, tam lato. Tu lodowy stawek, tam roje cytrynków. Cała Planeta w jednym miejscu.